Hurts – Happiness (Sony Music, 2010)


Recenzja oryginalnie ukazała się w nieistniejącym już serwisie clubber.pl we wrześniu 2010 roku. To oryginalna, nie modyfikowana wersja tekstu. Po latach uważam, że to bardzo dobra płyta 🙂

hurtsCzy boli Was kiedy wyczekiwana przesyłka po rozpakowaniu okazuje się czymś co odbiega znacznie od Waszych oczekiwań? Mnie boli i bardzo zabolało pierwsze przesłuchanie tak hucznie anonsowanej, najszczęśliwszej płyty tej smutnej jesieni.

Ale za ten stan winę nie ponosi, przynajmniej nie całkowitą, brytyjski duet. Cęgi należą się wydawcy, Sony Music, za promowanie Hurts jako zespołu sytnh-popowego i odkrywczego powrotu do estetyki lat 80-tych.

Nie przeczę, powrót jest, ale do wygładzonej stylistyki Genesis z epoki „Mama” i zupełnie przeciętnego popu tamtej dekady z Paulem Youngiem, Nikem Kershawem i balladowym Crowded House na czele. Nie ma tu ni odrobiny syth-popu, brzmień które przypominały by Soft Cell, Yazoo, Brosnki Beat, Human League czy choćby Alphaville – co prawda muzykę ostatniej dwójki można
odnieść do Hurts, lecz z przełomu 80/90 kiedy synth-popowe ikony odrzucały syntezatory przechodząc pop-papkową mutację. Tak, taki jest album Hurts – papka końcówki lat 80, z nową, lepszą produkcją, drobinami elektroniki i trzeba przyznać ładnymi, melancholijnymi melodiami.

I od takiego podejścia trzeba by zacząć słuchanie tej płyty, bo nie jest to wcale zły materiał, a gdzieś po trzech przesłuchaniach nawet zaczyna się podobać. Wystarczy po prostu zapomnieć o synth-popie.

11 kawałków nie odkrywa nic nowego, nie taki był cel. Wizerunkowo Hurts kojarzy mi się z Pet Shop Boys i pewne elementy z dwóch pierwszych płyt odnajdziemy na „Happiness”. Obok miałkiego, tanecznego „Sunday” czy jedynego prawdziwego syth-popowego akcentu w singlowym „Better Than Love” Hurts raczą nas lekko natchnionymi a zarazem nostalgicznymi „Silver Living”, „Stay” czy „Evelyn”; utwory poprawne, lecz swą słodyczą mogą po dłuższym czasie mdlić.
Drugim, broniącym się po wspomnianym singlu jest „Devotion” – murowany kolejny hit, z gościnnym wokalem Kylie Minogue.
Niestety końcówka albumu to chyba jakiś żart; „Water” został „skradziony” z „Older” George Michaela” a ukrytą balladę „Verona” chłopaki przygotowali być może na festiwal piosenki włoskiej w San Remo.

Cóż, bolesne jest słuchanie płyty tak odmiennej od oczekiwań, więc jeśli chcecie sobie zaoszczędzić rozczarowania, bez wahania szukajcie Ou Est Le Swimming Pool (mimo samobójstwa wokalisty, Charlesa Haddona – RIP – jeszcze przed oficjalnym wydaniem debiutanckiego albumu,) lub One Night Only. A po Hurts niech sięgają ci, którzy lata 80 kojarzą z hitów ze 80’s składanek (bez synth w tytule) czy odgrzewanych kotletów z Videoteki.

Ocena: 3.5/6

http://www.discogs.com/Hurts-Happiness/release/2432859

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s