Apparatjik – We Are Here (Meta Merge Un, 2010)


Recenzja ukazała się w nieistniejącym już serwisie clubber.pl w lutym 2010 roku. Zamieszczam oryginalną, nie modyfikowaną wersję tekstu. Do płyty z co jakiś czas wracam, choć nie wzbudza już we mnie takich emocji, jednak jak najbardziej uważam ją za bardzo dobrą. Szkoda, że następna nie była aż tak udana.

apparatjik-we_are_hereWłaśnie znaleźliście płytę na wiele przesłuchań! W zalewie wydawnictw, których słucha się do 5 razy ta płyta jest ewenementem. Ale… jak zwykle jest jakieś ale… bo skoro „umarł disco-punk, to niech żyje indietronika” a do tego uwielbiam Mew i szanuję A-Ha.


Co to wszystko ma wspólnego? Wytwórnie Kitsune i Wall Of Sound pokazały jak umiejętnie można odejść od gitarowego niezależnego schematu i odświeżyć formułę piosenki by stworzyć niebanalną a równocześnie komercyjną hybrydę indie i klubowej elektroniki (Delphic, Two Door Cinema, Shy Child). Być może to wpłynęło by Aparatczyki (z rosyjskiego; osobnik mocno zakorzeniony w rządzącej partii) zaczęli wspólnie muzykować. Kto stoi za tą nazwą? Proszę bardzo: wokalista i gitarzysta duńskiego Mew (Jonas Bjerre), basista Coldplay (Guy Berryman) i… Magne Furuholmen – gitarzysta, klawiszowiec i główny kompozytor hitów szwedzkiego tria A-Ha. Przyznam się, że mi wystąpiły ciary nie tylko na plecach przy wyjawianiu „obsady”. Wypadkowa niebagatelnych doświadczeń a zarazem świeże, otwarte podejście do muzyki pozwoliło by „We Are Here” była odkrywczą płytą pop kończącej się dekady.

11 utworów ma w sobie coś z A-Ha, a szczególnie z ostatniej, bardzo udanej płyty „Foot Of The Mountain”, jest także klimat Mew, bo Jonas wręcz hipnotyzuje swym zwichrowanym frazowaniem. Gdzieś tam plączę się electro i indie wpakowane w konwencję piosenki, w której refrenów jest tyle co gorącego słońca tej zimy.
Otwierający „Deadbeat” złośliwi mogą określić jako zremiksowane Mew; brudny break’owy rytm, przesterowany bas i przesłodki, snujący się między taktami głos Bjerre. „Datascroller” to już Bloc Party w stylu 80’s electro. Z kolei „Supersonic Sound” kłania się w stronę Pet Shop Boys z „Yes”, a „Electric Eye” ma coś z New Order… i tak dalej. Podobieństw szukać można, tylko po co? Nawet kiedy nasuwają się same nie są irytujące, bo w tych piosenkach zawsze jest coś jeszcze, coś nieoczekiwanego, klimatycznego. Lekko schizofreniczny nastrój, odrobina tandetnej melancholii, gram dobrego humoru i dystansu do siebie oraz kawał porządnej produkcji Martina Terefe, szweda specjalizującego się głównie w amerykańskiej alternatywie i folk-popie, laureata tegorocznej Grammy za produkcję albumu Jasona Mraza.

Ocena: 5.5/6

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s