Hammock – Chasing After Shadows…Living With The Ghosts (Hammock Music, 2010)


Powolutku poruszam się wgłąb dyskografii tego niezwykłego zespołu (właściwie duetu) i po bardzo ambientowych krążkach (debiucie i nowej „Oblivion Hymns”) chwytam za płytę z 2010 roku w wersji „poprawionej brzmieniowo” i wydłużonej.
Do tej pory w pełni cieszyłem się „Departure Songs” z 2012, ale ta płyta trafia o jedno piętro wyżej w hierarchii mego uwielbienia dla Amerykanów.
Czytaj dalej

Reklamy

I Break Horses ‎– Chiaroscuro (Bella Union, 2014)


Poprzedni album Szwedów nie szczególnie zapadł mi w pamięć, więc odłożyłem tę płytę jakoś na wiosnę i tak sobie leżała… aż po nią sięgnąłem w ramach remanentu, zupełnie przypadkiem.
I słucham jej ostatnio często, no przynajmniej w ciągu dwóch tygodni z 5 razy, a to u mnie dużo.
Czytaj dalej

Sin Cos Tan – Blown Away (Solina, 2014)


SinCosTan_Blown_AwayPrzygoda z Sin Cos Tan dopiero się rozpoczyna.

Wystartowali w 2012 i już mają trzeci album na koncie. Albumy, które jak powiedziałem w ostatniej Drewutni dIY https://drewutniadd.wordpress.com/2014/08/11/drewutnia_diy_11-08-2014/ niewiele się od siebie różnią. Ale to nie do końca jest prawda, a właściwie niedomówienie, bo miałem na myśli klimat, nie brzmienie. Projekt Jori Hulkkonena i Juho Paalosmaa ewoluuje.
Czytaj dalej

Basement Jaxx – Junto (Hostess Entertainment Unlimited, 2014)


Basement-Jaxx-Junto-dlxPobieżny skip nie daje żadnego wyobrażenie, ale to i tak płyta, którą trzeba posłuchać. Może dziś i już wersję 2CD? 20.08.2014

No dobra, jestem po dwóch głębszych, choć nie strzeliłem jeszcze sobie albumu w wersji zmiksowanej, ale to już tylko kosmetyka i poleci u mnie pewnie za chwilę.

Jak jest?

Na pewno nie zamierzają zdyskredytować Daft Punka, robią swoje, klasycznie, BJaxxowo.
Czytaj dalej

Jens Buchert – Electronic Sundance – Chillout Club (Dimension Music Production, 2014)


Bardzo nie lubię jak producenci idą w ilość, wydając po kilka albumów rocznie – a tak zaczyta wyczynia Jesn Buchert zalewając swą muzyką, którą chyba będę musiał nazywać „muzak” – od formy muzyki użytkowej, przeznaczonej jedynie do określonych lokalizacji jako tło brzmieniowe. SPA, centrum handlowe, placówka medyczna, jubiler, salon z garderobą itd…
Tam właściwie zaczyna pasować to co wyrabia Buchert.
Czytaj dalej

Mr. Kitty – Time (Juggernaut Music Group, 2014)


A to mi się trafiło disco z punkową olewką! Disco to może dokładnie to-to nie jest, ale pomieszanie synth-popu z new wave. A jak sam określa swoją muzykę Forrest Avery Carney – samo-destrukcyjny synth-pop. Tak, bo jest w tej muzyce zabawa, energia ale i dekadencja. Kapitalna mieszanka na pobudkę i… poprawę humoru.

Mnie tam zamiast dołować to raduje i to na maksa.
Czytaj dalej

How To Dress Well – What Is This Heart? (Weird World, 2014)


W zasadzie nie spodziewałem się wiele po tej płycie, bo IDM-owy RnB mieszany z soulem nie jest jakąś tam moją specjalnie ulubioną stylistyką, ale po raz kolejny po Sohn i Raffertie jestem zaskoczony. Kiedy odpalałem ten album, projekt nie był mi znany. Ale po tej płycie szybko odrobiłem straty zapoznając się dwiema poprzednimi płytami. Warto. Z ekipy, do której jeszcze wypada dodać Jamesa Blake’a, HTDW wypada najbardziej popowo, ale to dla tego, że melodyka jest najbardziej „normalna”. Myślę, że określenie eksperymentalny pop, jakie stosuje Tom Krell, jest tu na miejscu.
Czytaj dalej

Midge Ure – Fragile (Hypertension, 2014)


I jak tu nie popłakać się z radości, bo po ok 10 latach jest nowy solowy materiał Midge Ure’a, ale nie jako wokalisty Ultravox, a romantyka opowiadającego historie ze swego życia.

Midge nawet nie śpiewa jak zwykle, raczej „jedzie” falsetem, a w tych delikatnych kompozycjach myślę, że jego mocniejsza strona głosu mogła by zakłócać harmonię.

Aby było jasne to nie jest smętny album. Poprzedni z 2006 z kowerami to był koszmar i huragan nudy, tu jest pół-akustycznie z wyważoną elektroniką; taki pop-rock dla dorosłych, zarejestrowany niemal w całości w studiu Ure’a w Bath.
Czytaj dalej

Lisa Gerrard – Twilight Kingdom (Gerrard rec., 2014)


Wydarzyło się! Lisa odcięła się od Dead Can Dance’owych naleciałości i wreszcie nagrała album w pełni autorski, indywidualny mimo że ze świetnymi gośćmi – Patrick Cassidy (z którym nagrała udany krążek „Immoral Memory”), Daniel Johns z alt-rockowego Silverchair, indie-folkowa Astrid Williamson wspomagająca muzycznego partnera Lisy, Brendana Perry’ego jak i Dead Can Dance na koncertach oraz rzucający tekstem ex-Gladiator, Russel Crowe.

Jako, że pełna recenzja pojawi się we (chyba) wrześniowym wydaniu magazynu Laif (tak, to nie pomyłka, jako wartość dodana) „za-autocytuję”:
Czytaj dalej