Of Monsters And Men – Beneath the Skin (Republic / Universal, 2015)


OMAM-Beneath_the_Skin„Jak w życiu, czasem po prostu może nie iskrzyć.”

Wiele zawdzięczam, i zapewne nie tylko ja, debiutanckiej płycie ekipy z Islandii. Folk zacząłem postrzegać inaczej, już nie tylko jako smędzenie bardów, ale muzykę, która potrafi przekazać emocje zaklęte w treści poprzez rozbudowaną formę. Przed „My Head is an Animal” do folku podchodziłem z dystansem, nawet taki Jeff Buckley był zbyt ludowy (choć uwielbiam jego pieśni w interpretacjach This Mortal Coil z 4AD). Do tego byłem obciążony polskim gównem zwanym „poezja śpiewana k.a. piosenka liryczna” gdzie treść przesłaniała formę, czyli muzykę, a nie znoszę gdy ta schodzi na drugi plan.

„Monstersi” otworzyli mi uszy na nieco inne, nieelektroniczne sposoby opowiadania i tworzenia nastroju i dzięki nim co jakiś czas odkrywam kolejnych wykonawców z tego niezależnego folkowego nurtu, jak np. Other Lives (dla jasności, Hozier mnie nudzi i zostawiam go nastolatkom).

Tyle tego folkowego backgroundu i czas przejść do sedna, czyli drugiej, wyczekiwanej płyty „rybackiej kapeli”. I tu zaczyna się mój dylemat. Bo to płyta dobra, nawet cudna i bardzo mi zaczyna się podobać, ale jednocześnie jakby trochę nie dla mnie. Przynajmniej po trzech pierwszych przesłuchaniach… bo to album bardziej pop-owy niż folkowy.
Zapowiedzią zmiany był pierwszy singiel „Crystals”, w pewnym sensie z początku nawet mnie rozczarował, choć teraz już odbieram go po swojemu, bez żalu. Sytuację przed płytą podratował „Empire”, który uważam za mój ulubiony numer z płyty. A reszta? …podoba mi się co raz bardziej, bo się przyzwyczajam, bo to taka właśnie muzyka, w pewien sposób znajoma, nacechowana stylem Islandczyków, ale i bardziej melodyjna, mniej brudna, sterylniejsza. Płyta, która do siebie przekonuje, ale komuś takiemu jak ja, niespecjalnie utożsamiającego się z rockiem czy folkiem, a zakochanemu w pierwszym wydawnictwie nieco to nie daje spokoju.
Dla przykładu ostatni numer (z wersji podstawowej) „We Sink” jest najbardziej zbliżony do poprzedniego brzmienia, z tymi przybrudzonymi, lekko przesterowanymi gitarami i tego mi tak mocno brakuje. Brak mi też tego ich kapitalnego pokrzykiwania „ha/hej”, ale rozumiem, że tak charakterystyczny okrzyk głupio było by kopiować na następczyni. Żal mi także wcześniej wykorzystywanego spektrum brzmień – mimo że są w opisie to gdzie słychać skrzypce, rogi, ludowe strunowce, akordeon i inne instrumenty nadające ten niepowtarzalny, niemal szantowy charakter?

Pozostaję w dylemacie, bo wiem, że im dłużej będę słuchał tego wydawnictwa to będzie mi się coraz bardziej podobać; utwory są jak starzy kumple niewidziani od lat. Kiedy się z nimi spotkasz od razu czujesz się jak ze swojakami, momo że magia dawnych lat zniknęła.

Pisząc tę recenzję zaczynałem ją po trzech przesłuchaniach. Robiąc korektę dwa dni później zdążyłem krążek posłuchać kolejne trzy i wiem, że to dobra płyta, idealna do grania na festiwalach, do piwka, jazdę samochodem, ale jednocześnie tęsknię, za tamtym czasem gdy zostałem oczarowany muzyką bandy rybaków z portowego miasteczka z niespełna 9000 mieszkańcami.

PS.
Płyta ma premierę 9.06.2015

https://itunes.apple.com/us/album/beneath-the-skin-deluxe/id976391945
http://www.discogs.com/Of-Monsters-And-Men-Beneath-The-Skin/release/7095541
http://www.amazon.com/Beneath-The-Skin-Monsters-And/dp/B00US7OSEY
http://www.universalmusic.pl/katalog.id_8415

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s