Robert Leiner – Melomania (Hoga Nord, 2015)


robertleiner-melomaniaNiektóre płyty są jak alkohol. Można je wchłaniać gdy skończymy 21 lat.

Ten kto kształcił się w technikum muzyki elektronicznej w latach 90 wie, że Robert Leiner jest europejskim fenomenem jak jego skandynawski sąsiad i „kumpel po labelu z młodości” Geir Jenssen (Biosphere), mimo że nagrał zaledwie trzy długogrające płyty – jako Source, The Source Experience i pod własnym nazwiskiem. Po 21 latach od ostatniej spotkała wyznawców niespodzianka. Źródło ożyło!

Dla niezorientowanych w temacie palnę tylko, że projektami z Source w nazwie konstruował niebagatelne techniczne hipnotyzery a jako Leiner nagrał wiekopomną ambientową płytę „Visions Of The past”, którą śmiało może równać się wagą na szali z „Selected Ambient Works I” Aphex Twin’a.
Po tym wydarzeniu zapadła cisza, przerywana bardzo sporadycznie EP-kami pod swoimi stałymi nazwami. Jako Robert Leiner powrócił w 2013 wydając singla z dwoma kawałkami, z których „Injected” był czystym zastrzykiem transowej hipnozy w technicznej fiolce. To pozwoliło mieć nadzieję na dalsze produkcje, ale i rozwiewało wątpliwości, że nazwa Leiner będzie tożsama z ambientem.

…i stała się „Melomania”, płyta absolutnie dla dorosłego słuchacza, obytego w elektronice lat 90, IDM, krautrocku, downtempo i techno. Zapowiadający album singiel „Dromomania” zaskakiwał stechnicyzowaną klubową motoryką i mógł nawet zastanawiać, czemu Robert nie wydał go jako The Source Experience, ale po wspomnianym singlu (znajdziecie go za 3 eurosy na https://robertleiner.bandcamp.com/album/duff-80-injected) jak i wcześniejszym acidowym „De:tuned” nie należało mieć nadziei na chwile wyciszenia.

Istotnie, album do spokojnych nie należy, jednak zdecydowanie nie jest to materiał z przegródki „klubowego techno”. To płyta niezwykle żywa, łącząca w sobie akustyczne brzmienia z wykręcaną spod analogowych gałek elektroniką. Poza numerem otwierającym reszta bazuje na łamanych rytmach, które bynajmniej nie z breakbeatem mają po sąsiedzku. Leiner bowiem daje upust swemu osłuchaniu w kratrocku i elektronice lat 70 i tworzy zniewalające rytmiczne pętle oplatane kolejnymi generowanymi z analogowych instrumentów.
Choć słuchanie tego krążka nie zawsze bywa miłe, ale po przejściu początku poczujemy wibrację dwuczęściowych „Laniakea”, połamiemy kości przy „Abel 3565”, przy kolejnych dwóch będziemy bujać głową jak samochodowe pieski-maskotki, a zamykający „Norma” sprawi, że odbędziemy podróż jak w „Interstellar”.

Niezwykły album, wymagający uwagi, ale po takiej przerwie pozwólcie sobie na zarezerwowanie dla niego czasu, tylko dla niego, a kto może niech dozna komfortu słuchania go z winylowego nośnika.

PS.
Wydawnictwo ukazało się jedynie w formie cyfrowej (na streamingach tylko w Spotify) oraz na winylu.

https://itunes.apple.com/us/album/melomania/id981592834
http://www.juno.co.uk/products/robert-leiner-melomania/572742-01/
http://www.discogs.com/Robert-Leiner-Melomania/release/7050267
http://hoganord.com/news/2015/05/Robert-leiner-melomania/
https://play.google.com/store/music/album/Robert_Leiner_Melomania?id=Btbudx4wrrz4hhfoqyqc27jk6ru

Reklamy

One thought on “Robert Leiner – Melomania (Hoga Nord, 2015)

  1. Pingback: Bilans 2015: Albumy Top20 – piękno zmieszane z błotem | Drewutnia dRWALa Drągala

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s