OTT – Fairchildren (Ottsonic, 2015)


ott-fairchildrenSłuchanie tej płyty jest jak czekanie na Godota. Na szczęście są inne czasy.

Dlaczego taki wstęp (zajawka, hedaline, jak tam kto woli)? Bo teraz czekanie nie jest problemem, nawet jeśli autobus się spóźnia. Bierze się telefon (sprawdza msgi, społecznościówkę, pocztę lub pyka w gierkę) albo książkę (w wersji z drzewa lub e-) i czas jakoś leci.

Przy tej płycie też tak można, niech leci w tle i nie trzeba się spinać, że nie dostajemy czego oczekujemy. Może nie ma tu klimatu jak z poprzedniego i mojego ulubionego „Mir” (czy dwóch wcześniejszych albumów), pokręconego acz melodyjnego psybientu z dubem, ale nie ma się co stresować, brzmienie rekompensuje pewne braki.

To że album zabrzmi świetnie było jasne – OTT w końcu był głównym inżynierem w wytwórni Simona Posforda (Hallucinogen, Shpongle, Younger Brother) – Twisted; choć od jakiegoś czasu częściej kręci gałkami na swoją stronę. Dlatego też, czy na głośnikach czy słuchawkach usłyszymy odgłosy raju (…może wedle tytułu powinien to być plac zabaw). Lecz zabawa na pewno jest w samych aranżacjach, stylistyce a przede wszystkim w dźwiękach, które tworzy podwójny tuzin współpracujących muzyków obojga płci. A co zadziwiające wcale tego nie słychać, tak jakby każdy z gości był tylko zerem, jedynką lub instrukcją w precyzyjnie skompilowanym przez OTT’a kodzie, który brzmienie naturalnych, analogowych i elektrycznych instrumentów dekoduje na postać cyfrową.

Dodatkowo tym albumem muzyk wykracza poza znane wcześniej wyznaczone dla siebie ramy sięgając po bardziej eksperymentalne rozwiązania – glitche zaciągnięte z IDM i mocniejsze niż na „Mir” akcenty dubstepowe. I stąd pewnie me skonfudowanie, bo spodziewałem się nieco innego materiału.

Lecz czy to źle? Nie, stwierdzam po 3 przesłuchaniu. Co więcej zaczynam myśleć, że to całkiem dobry album, wart niejednej godziny, choć odstający poziomem muzycznym od pozostałych. Trafiają się przecież nieco nużące momenty, ale paradoksalnie to te chwile, w których słychać starego OTT’a (jak w zamykającym „Ship is not a Child” czy numerach z początku). Za to pozytywny klimat robią nowe elementy takie jak w elektronowym „Harwell Dekatron”, a także mniej eksperymentalne, lecz swobodne i radośnie stąpające „Unit Delta Plus” czy „Hello, My Name is…”.

Stąd wzięło się to moje „wrażenie niespełnienia”, bo z jednej strony spodziewałem się konkretnego produktu w określonym klimacie, ale tam gdzie teren był już sprawdzony okazało się, że wieje nudą, za to na nowym osiedlu kipi życie, choćby i cyfrowych świerszczy.

http://www.deezer.com/album/11002384
http://listen.tidal.com/album/49998275
https://itunes.apple.com/us/album/fairchildren/id1028169504
https://play.google.com/store/music/album/Ott_Fairchildren?id=Bkyj4xmqxc6236mrwb2zteulq2m
http://www.discogs.com/Ott-Fairchildren/master/870715

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s