St Germain – St Germain (Parlophone, 2015)


stgermain-stgermain10 lat po słynnym filmie „Back To The Future” powstała muzyka przyszłości.

Nie ma chyba głąba, który by nie rozumiał jak znaczący pływ miał francuski kompozytor i producent Ludovic Navarre swatając najpierw house i downtempo z jazzem. Obecny lounge a w szczególności francuski house nie był by taki sam. A chłop wydał dopeiro co trzecią płytę.

Zakasował wszystkich albumem „Boulevard” (1995) nagranym dla kultowego labelu Laurenta Garniera (F Communications) pokazując house (i nie tylko) z innej perspektywy, dowodząc, że konwencja acid jazzu może sięgać nie tylko po rytmy hip-hopowe a bity klubowe. Może żenić się z bluesem i dubem bez mezaliansu.

Zyskując uznanie nie śpieszył się z kolejnymi nagraniami jako St Germain choć produkował pod wieloma pseudonimami. Wrócił w 2000 by wydać kolejny wiekopomny album, może nie ważniejszy niż debiut, ale na pewno słuchany przez szerszą rzeszę nowych wielbicieli i chętniej kupowany, osiągając do dziś 3 mln sztuk na całym świecie! Uzyskał to dzięki uprzejmości Blue Note, jazzowego molocha wśród wytwórni płytowych. Wydana przez nich płyta „Tourist” zachwyciła zarówno houseowymi jak i downtempowymi rytmami bardzo mocno okraszonymi bluesowo-jazzowymi improwizacjami wielu sesyjnych gościnnych muzyków (to również moja ulubiona płyta).

Po tym wydawnictwie nastąpiła zapaść fonograficzna, ale 15 letnia przerwa skończyła się i efektem jest trzeci krążek wydany dla Parlophone, będącego częścią majorsa Warner Music. Zrozumiałe jest, że oczekiwania były wielkie, tym bardziej, że pokrewni duszą Francuzi (Air, Dimitri From Paris) nie próżnowali.

Z informacji jakie były udostępniane w trakcie nagrywania materiału wynikało, że to nie blues i jazz będą grały pierwszą trąbkę (czy harmonijkę), a muzyka afrykańska akcentowana oryginalnymi instrumentami strunowymi jak Koru, Soku i N’Goni (przypominającymi nam znaną harfę, mandolinę i skrzypce); do ich „obsługi” byli oczywiście potrzebni oryginalni afrykańscy muzycy.

Pierwszy udostępniony utwór „Real Blues” wskazał wyraźnie kierunek, z którego tym razem popłynie muzyka francuskiej legendy. Zachowując houseowe rytmy wprowadzał afrykańskie instrumenty perkusyjne i charakterystyczne „dziamolenie”, a kolejne utwory dokładały „do (afrykańskiego) pieca” – jeszcze więcej etnicznych, południowych brzmień podpieranych rytmami zachodniej kultury „klubowej”.

Tego rodzaju mariaż przeprowadził niejednokrotnie Jimi Tenor z grupą Kabu Kabu, ale jego fascynacja afrykańskim afrobeatem mi osobiście nie przypada do gustu i raczej wolę stek z antylopy, który wysmaża Frederic Galliano. A mimo to i tak uważam to danie za ciężkie (dla siebie). Kultura afrykańska mnie tak bardzo nie fascynuje, bardziej pociągają mnie dźwięki z Indii czy rdzennych Amerykanów i Aborygenów, ale w nowej muzyce St Germain można odnaleźć piękno. Osiem utworów tętni życiem, z którego czuć chemię jaka wytworzyła się w studio. I nawet jeśli chwilami płyta wyda się nużąca czy niezbyt odkrywcza, bo trzeba przyznać, że jest afrykańską wariacją „Tourist”, to i tak wypada ją niejednokrotnie zaliczyć i napawać się pozytywną energią płynącą z głośników.

http://www.deezer.com/album/11303056
http://listen.tidal.com/album/51846887
https://itunes.apple.com/us/album/st-germain/id988337754
https://play.google.com/store/music/album/St_Germain_St_Germain?id=Bskx2t4aqb5i6ubfmjnz5dswjt4
http://www.discogs.com/St-Germain-St-Germain/master/896967

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s