John Beltran – Espais (Delsin, 2015)


johnbeltran-espaisNa początku było techno a ostał się ambient.

John Beltran swoje w rozwoju nowej elektroniki dość już namieszał. Wytłukł wszystkie bity jakie były do wybicia w techno pod dyktando C. Craiga i D. Maya i zwrócił się ku bardziej wymagającym uwagi formom. Zaprzeczeniem tego są co prawda wydane w tym i poprzednim roku EP-ki (choćby dwie ostatnie „Flux” i Safardic”), ale albumy pozostają wolne od klubowych bitów, a na tym najnowszym właściwie wcale ich nie ma!

„Amazing Things” z 2013 była tak dobra, że musiała znaleźć się w moim albumowym top 20 za ówczeny rok. Stworzona po 7 letniej przerwie od „Human Engine” wyróżniała się pomysłami, rozbudowanymi harmoniami, rytmami i tzw organicznym brzmieniem. Wydana latem 2015 „Espais” jest zupełnie inna, wyciszona, stonowana, ale momentami bardzo groźna.

Beltran podszedł do nowej muzyki w inny sposób, nie chciał tworzyć płyty będącej zbiorem wyrazistych kompozycji, a jeden konkretny album złożony z epizodów muzycznych, których jest aż 17. Jest to jego wizja muzyki filmowej, takiej w jakiej dobrze czuje się Atticus Ross z Trentem Reznorem czy filmowiec i kompozytor John Carpenter. Stąd też i tytuł płyty „Espais” – po katalońsku „Przestrzenie”, a utwory nie zawsze mają wyraźną aranżację, chwilami będąc wypełniaczami nieistniejącego obrazu. Oczywiście łatwo sobie wyobrazić pozbawiony bitu ambient, ale nie jest to co Wam się wydaje – Beltran nie nudzi trzymanym i modulowanym akordem z dochodzącymi i odpływającymi dźwiękami. Każda z tych kompozycji ma w sobie więcej życia niż wszystkie albumy takiego Ishq i choć jeden utwór gaśnie po chwili to już nadchodzi kolejny, jeszcze bardziej zdumiewający.
Ale uwaga, to nie jest płyta do snu, a tym bardziej pod relaks w SPA. Nie tędy droga. Beltran używa nie tylko łagodnej pelty barw, ale i wkracza w świat groźnych dronów z niemal industrialnym brudem, a ku zaskoczeniu i rytmy zaczynają się pojawiać.
Dewastujący środowisko „Raume”, buszujący „Ruimiten” czy skaczący zapętlonym arpeggiem „Muse” umiejscowione w drugiej części albumu sprawiają, że płyty nie odbieramy jak milusińskiej muzyczki na wieczór a odczuwamy respekt, a może i strach, przed obrazami jakie podsuwa nam wyobraźnia. Ale brud i przygnębiająca atmosfera nie dominują, bo w przeważającej części materiał jest melancholijny i refleksyjny oparty o smykowe i fortepianowe brzmienia.

A teraz uwierzcie mi… lub nie, ale te wrażenia spisałem po zaledwie jednym wysłuchaniu. Niech to dowodzi, że to płyta emocjonująca, pasjonująca i absolutnie nie nudna, choć niezwykle spokojna. No i warta powrotu.

http://www.deezer.com/album/10667546
http://listen.tidal.com/album/47690165
https://pro.beatport.com/release/espais/1558439
https://itunes.apple.com/us/album/espais/id1008938329
https://play.google.com/store/music/album/John_Beltran_Espais?id=Bvk5d47lm7d33xr3lmlc4n67gum
http://www.discogs.com/John-Beltran-Espais/master/855499

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s