Kamp! – Orneta (Brennnessel, 2015)


kamp-ornetaUmarł król! Niech żyje król Maciuś I

Zaskoczenie było spore, kiedy to w czwartek 22. października polskie trio ogłosiło „jutro ukazuje się nasz drugi album”. Ciekawe czy byli tacy, którzy czatowali do północy, by przypilnować pojawienia się albumu na streamingach lub lecieli z rana do „sklepu za rogiem”. Po ilości opinii i recenzji publikowanych na blogach i serwisach od samego rana można tak sądzić. Tym samym okazało, że jest to najbardziej wyczekiwana tegoroczna polska płyta. I świetnie!!!

Chłopaki porwali mnie swym debiutem, uwielbiam do niego wracać a jako, że jestem malkontentem polskiej muzyki nie było łatwo trafić w me gusta i uspokoić irytację, którą potęguje we mnie kaleczenie angielskiego, nieumiejętne kalkowanie trendów ze „zgniłego zachodu”, swoista nieudaczność w tzw. muzyce rozrywkowej charakteryzująca się „polskim brzmieniem”, tak jakby nasza muzyka miała feralny gen, przez który od razu „na twarzy” widać, że to-to z polski. A Kamp! od swych narodzin był zdrowy!

Ich angielski był europejski, nie wschodni, muzyka też światowa, nie polska, a mimo to porwała młodych Polaków. Mówi się, by odnieść sukces w Polsce musisz być zauważony za granicą. Chłopaki zostali dostrzeżeni i tam i tu, nie musieli wchodzić na nasze podwórko tylnymi drzwiami Europy… a po nich choćby i potop, więc ruszyła nowa fala polskiego electro-popu, którego nie mamy się co wstydzić.

Nowy album to tylko potwierdzenie, że grupa jest świadoma swej międzynarodowości, otwartości na trendy (wg. wypowiedzi muzyków inspiruje ich trap, hip-hop i techno), i że nie boi się zejść z klubowej drogi, co nie znaczy, że nagrała piosenki do „Eski”.
Nowy materiał jest przede wszystkim dojrzalszy, bardziej wysmakowany i stonowany, spokojniejszy, ale skrywający euforię uwalnianą w takich numerach jak „Range Rover”, „Trap Door” czy najbardziej EDM-owy „Dorian” – to zarazem najbardziej taneczne fragmenty płyty. I nie ma się co obrażać na to porównanie do obciachowej i absurdalnie popularnej muzyki dance, bo w każdym mroku jest trochę światła, a trio potrafi naprawić to co inni psują.

Nie chciałem pisać o albumie, tylko po jednym przesłuchaniu, więc dzisiejsze południe zarezerwowałem dla muzyków, którzy tworzą w Łodzi, a przebywają dodatkowo we Wrocławiu i Gdyni. A każdy kolejny raz odkrywa następne pokłady fascynujących melodii, rytmów, harmonii, wibracji, klimatów zaklętych w pozornie przebojowej formie, która tym razem bardziej eksploruje lata 90. Sami muzycy zwracają uwagę, że można na tej płycie znaleźć inspiracje Aphex Twinem z mało znanego, bo wydanego na kasecie albumu „Melodies From Mars”. Faktycznie, w instrumentalnym „Arsene Wenger” można znaleźć echa „Fingerbib Demo” a zamykający „3000 Days” z pianem z zepsutego magnetofonu i bitami z drugiego pokoju także pachnie talentem Anglika.

Trójgłowa hybryda, jak siebie określają sprostała zadaniu przezwyciężenia syndromu „drugiej płyty”, co wcale nie było takie pewne po opublikowanej fajnej, ale pozostającej w klimatach typowo electro-popowych EP-ce „Baltimore”.
Na szczęście główka pracuje (co trzy głowy to nie jedna, prawda?) i nowe kompozycje muzyków doskonale wypadną na scenie. Nawet jeśli początkowo odrzucicie płytę za jej introwertyczny charakter to gwarantuję, że oszalejecie na żywo. Ja i tak jestem już zakochany.

PS.
Nie pisałem tego w treści, ale chcę wrócić wspomnieniami do lat 90. kiedy to poznałem co to… Orenta, a może do dziś bym nie wiedział. Jednak praca w radiu i znajomość z Adamem Cz., który pochodzi z tej miejscowości poszerzyła moje horyzonty.

PS2.
„Zandata Mondata” to oczywiście zabawa w przekręcanie tytułu trzeciej płyty The Police „Zenyatta Mondatta” z 1980 roku, a okładka jest klipem z filmu „Król Maciuś I”.

PS3.
Przed wydaniem albumu grupa udostępniła przewodnik po swych nowych piosenkach, do którego odsyłam: http://szafamuzyczna.org/nowy-album-od-kamp/

http://www.deezer.com/album/11446410
http://listen.tidal.com/album/52583429
https://play.google.com/store/music/album/Kamp_Orneta?id=B7gqsgv767jx5wurkfvkpnugoo4

Reklamy

4 thoughts on “Kamp! – Orneta (Brennnessel, 2015)

  1. Ja czatowałem. Usłyszałem w Trójce, że album będzie 23.10 i z ciekawości sprawdziłem ich profil na Spotify. Ku mojemu zaskoczeniu połączonemu z euforią – BYŁ! I mimo pory przesłuchałem go dwa razy, znając już wcześniej No Need To Be Kind, Arsene Wenger i Dorian. Zaczynać płytę darciem kotów – sporo odwagi. Ale po chwili przychodzi echo debiutu i ptasiego trelu z rozpoczynającego go Oaxaca. Z Meksyku do Polski, czyli wprost na światowe salony. Nie zapominajmy, że 1/3 Kamp! nie próżnowała – We Draw A to także bardzo wysoki poziom.

    • Nie taki stosunek mam, bo nie gloryfikuję normy. Przez wiele lat borykałem się z odbiorem polskiej muzyki zajmując się także jej promocją. I było mi najzwyczajniej wstyd. Mam taką głupią przypadłość, że jeśli czuję/słyszę fałsz, tandetę, brak talentu… to się za daną osobę wstydzę, sam przed sobą. Kamp mnie zaskoczył, przestałem się wstydzić. Oczywiście przed nimi już pojawiali się wykonawcy, którzy nie wzbudzali we mnie tego uczucia, ale stylistycznie mi nie pasowali, albo w ich muzyce zbyt wiele było własnego myślenia, a więcej „wannabe”.
      …a może podświadomie chciałem mieć znów jakiegoś polskiego idola, z którym się utożsamię, jak w 80. z AYA RL :)))

      ps,
      Dziękuję za opinię.

  2. Pingback: Bilans 2015: Albumy Top20 – piękno zmieszane z błotem | Drewutnia dRWALa Drągala

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s