Martin Nonstatic – Granite (Ultimae, 2015)


martin_nonstatic-graniteGranit to nie jest jakiś zwykły kamień.

Powiązanie albumu „Granite” holenderskiego producenta z rodziną ‚dub techno’ byłoby bardzo krzywdzące, bo mimo swych korzeni ten odcina pępowinę i kieruje własnym życiem niezależnie, bez pomocy wpływowych rodziców.

Martin van Rossum debiutując długogrającą płytą (czyli taką trwającą ponad godzinę) w ramach szanowanej BineMusic (2014) jak i gęściej wydawanymi EP-kami (niektóre z nich można nazwać mini-albumami) co prawda wpasowuje się do wyżej wspomnianego formatu, ale podobnie jak bvdub czy ASC (zaczynający od łamańców) zmaga się ze swym talentem wylewającym się zza ciasnej już przegródki.

Jego poprzednie pełne wydawnictwo „Back To Earth” niektórych fanów zaskoczyło, ale pozytywnie, przedstawiając delikatne pulsacje topione w płaszczyznach leniwych, przestrzennych akordów i kropelek z nutek.

Na najnowszym wydawnictwie Martin pogodził swe muzyczne ambicje z kunsztem inżyniera dźwięku tworząc muzykę środka… No nie, nie myślę o muzyce nijakiej, wypośrodkowanej i dopasowanej pod każde gusta. Mam na myśli środek pokoju, a nawet zmysłów, bo ta muzyka nie pozostawia obojętnym; jest w samym centrum doznań estetycznych, będąc ich katalizatorem.
Pochłania, ale i jest ambientowym muzakiem, otaczającym jak powietrze wystarczając, że jest dookoła, by czuć się dobrze.
Słuchanie „Granite” jest także niczym sesja w SPA – choć bez zabiegów i nie ciało cieszy się z masażu lecz umysł. To wypoczynek wpędzający w otępienie.

Gdyby podejść do płyty bardziej matematycznie to w 70% złożona jest ze smagań ambientem, z których 40% wypełnią łagodne IDM-owe trzaski i delikatne glitche. Pozostałe 30% to dub-techniczne pulsacje nasilające się nieco pod koniec albumu jednak nigdy nie przekraczające bram klubowego parkietu. Te drobne rytmy są niczym puknięcia w „wańkę-wstańkę”, trafiając w nasze uszy, wprawiając nas w bezpieczne i uspokajające lecz uzależniające kołysanie.

Natomiast słuchając wydawnictwa od strony muzycznej doszukamy się drobnych nawiązań do polarnej Biosphere, pulsującego Leonharda a w „Distance B” odnajdziemy echa „Amber” Autechre w otoczce z post-rockowej gitary. Ale to wskazania na siłę dowodzące tylko, że nie bardzo wiemy do kogo porównać te wysublimowane kompozycje.
Zdecydowanie lepiej wtopić się w te brzmienia, pozwolić im otworzyć kanały w mózgu, by napawać się niezwykłą elektroniczną muzyką, która leniwie cz konsekwentnie będzie zmieniać naszą sekwencję DNA, aż będziemy potrafili ascendować, zmieniając świadomie plan astralny.

Advertisements

One thought on “Martin Nonstatic – Granite (Ultimae, 2015)

  1. Pingback: Bilans 2015: Albumy Top20 – piękno zmieszane z błotem | Drewutnia dRWALa Drągala

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s