Lubomyr Melnyk – Rivers and Streams (Erased Tapes, 2015)


melnyk-riversZ Melnykiem mam jedno wyraźne skojarzenie – galopujące fortepiany.

Lubię od jakiegoś czasu współczesną muzykę fortepianową, ale bardziej w klimatach nastrojowego Frahma czy Antonymes, dlatego też Melnyk z dotychczasowych płyt, które słyszałem był „za dziki”.

Rozumiem i chwalę jego konwencję strumienia, ale ze słuchaniem bywa różnie – nie zawszę „daję radę”. Więc tym większą radochę sprawiło mi słuchanie jego albumu dla Erased Tapes, domu Frahma, Arnaldsa, Hopkinsa, Brodericka).

Jak to po Melnyku nie należy spodziewać się spokoju, bo spod jego palców aż drzazgi lecą, ale ta płyta jest bardzo transowa, numery mają „repetytywny” charakter, a ich progresja buduje nastrój i wciąga.

Tę sympatię do tego wydawnictwa myślę, że głównie zawdzięczam pierwszemu utworowi, który trwając 11 minut stale przyśpiesza a przed oczami widzę te wytrenowane palce…  (właściwie pod koniec już ich nie widać, bo przekraczają prędkość światła). A potem idzie już z górki, aż do dwuczęściowej kompozycji „The Amazon: The Highlands / The Lowlands” z towarzyszącym chwilami przerażająco skowyczącym… fletem.

Godzina spełniona i choć to nie płyta relaksacyjna można po niej poczuć pewne odprężenie – galopujące fortepiany popędziły w dal i nie wyprostowały kory na mózgu.

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s