NYVES – Anxiety (Spartan, 2015)


nyves-anxietyAle im się musiały znudzić gitary, że sięgnęli po elektronikę.

Duo NYVES jest niezwykłe – ich syntetyczny pop nie cuchnie germańskim butem, album powstał dzięki kampanii na Kickstarterze, a stworzyli go dwaj muzycy z mocno rockowym rodowodem.

Ryan Clark zaczynał rwać struny (gitarowe i głosowe) w grupach hc-punkowych, by na dłużej osiąść w metal-coreowym Demon Hunter.

Zaznajomiony z klawiszami Randy Torres także przewinął się przez skład Demon Hunter choć bardziej kojarzony jest z formacją Project 68, która zalicza się do dziwnej kategorii zespołów grających „chrześcijański metal”, a obecnie zajmuje się „muzyką do telewizji”.

To tyle informacji wygrzebanych z biografii muzyków, ale myślę dość zaskakujących. Ta dwójka wpadając na siebie postanowiła pozyskać kasę na wydanie albumu przez Kickstartera, a mimo że kojarzeni są ze sceną rockową/metalową szukali wsparcia dla projektu elektronicznego, future-popowego. I im się udało! Co więcej album „Anxiety” jest więcej niż dobry.

Ta konwencja ma swe graniczenia, więc nie spodziewajcie się wielkiego odkrycia, ale w taborze jadącym po ułożonych wcześnie torach tej stylistyki amerykanie potrafili lekko chuchnąć oryginalnością i spojrzeć nieco z ukosa, co zapewne zawdzięczają swym wcześniejszym muzycznym doświadczeniom.

Owszem słychać tu echa Solar Fake (o nowej płycie nawet nie chce mi się pisać), Seabound, Neuroticfish, Cryo, Mesh a nawet De/Vision, ale zasłyszane już wcześniej rozwiązania podane są z urzekającą nostalgią nie ociekającą ckliwością. Większość numerów to kompozycje wolniejsze, stawiające na ekspresję wokalu i emocje choć zdarzają się dynamiczne klepaki na parkiet jak przebojowy „Smoking Gun” i „The Exit” czy jadący wręcz klasycznym Depeche Mode „Love My Way”.

Muzyka NYVES potrafi zauroczyć melodiami, które połączone z mocno akcentowanym rytmem działają pobudzająco, wręcz motywująco mimo melancholijnego wydźwięku, a taki przesympatyczny „Just Give Up” można słuchać na „ripicie” aż do znudzenia.

Zastanawiam się czy gdyby ten album firmował Iris, czy któryś z wymienionych wcześniej wykonawców, miałbym podobnie pozytywne nastawienie, bo zazwyczaj po „debiutantach” oczekuje się mniej. Prawdę mówiąc nie wiem. I tak nie traktuję tego albumu jako kandydatki do „płyty roku”, ale spełnia swoją rolę wypełniając pustkę nijakości wielu ostatnich tzw. future -popowych wydawnictw. Słucham jej bez wstydu za muzyków.

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s