RüFüS ‎- Bloom (Sweat It Out!, 2016)


rufus-bloomNo ładne kwiatki mi tu panowie pokazaliście.

Oj to była wyczekiwana płyta. Wyczekiwana z trwogą podsycaną czterema wcześniej udostępnionymi internetowymi singlami, z których na uwagę zasługiwał przebojowy „You Were Right” i klawy, hipnotyzujący (ta jak uwielbiam) „Innerbloom”. Dwa pozostałe budziły większe obawy, a po premierze okazało się, że były uzasadnione.

To, że album nie powtórzy sukcesu „Atlas” z 2013 czułem intuicyjnie, bo electro-popowa formuła, której uczepili się młodzieńcy ma swe ograniczenia. Z drugiej strony można było mieć nadzieję, bo skoro polski KAMP! tak dobrze poradził sobie z „syndromem drugiej płyty”, to dlaczego nie chłopaki z dalekiej Australii. W efekcie jednak dostaliśmy kompozycje pomazane jak okładka, zamieszane, zabełtane, ale na pewno nie odświeżone muzycznie.

Chwilami można wręcz odnieść wrażenie, że utwory pochodzą z tej samej sesji do „Atlas”, ale z oczywistych powodów zostały odrzucone, a po nowym masteringu zebrane na drugi album. Mentalnie i koncepcyjnie są bliskie rewelacyjnym numerom z debiutu, lecz ich odbiór, pomysłowość a przede wszystkim witalność jest mocno dyskusyjna.

Co więcej, dziwi mnie tak pozytywne nastawienie zagranicznych krytyków, ale zrozumiem też, gdy ktoś nie będzie akceptował mego sceptycznego podejścia, być może nawet wytykając me uwielbienie do drugiej płyty Man Without Country i spolegliwość ocen do (coraz słabszych produkcji) The New Division. Prawdopodobnie problem leży gdzieś na cienkiej granicy trójkąta gustów, przyzwyczajeń i oczekiwań.

To co ekipa z Sydney zaproponowała na swym debiucie miało świetne walory taneczne, ale i potężny ładunek emocji a przede wszystkim wciągającą, niemal hipnotyzującą atmosferę z doskonale dozowaną melancholią. Natomiast trio obecnie (odnoszę wrażenie) woli być postrzegane jako grupa grająca taneczny, nietandetny pop kierowany do 20-kilkulatków. I może dlatego tak do końca tego nie łapię. 2o lat minęło… 20 lat temu 🙂

Nie zamierzam więcej zrzędzić, bo to płyta, którą chcę się cieszyć i słuchać najdłużej jak pozwoli mi na to cierpliwość i nadzieja, że dostroję się do proponowanej przez nią wibracji i charakteru nostalgii, mimo że, jak na razie i poza nielicznymi wyjątkami, materiał mnie nie potrafi porwać i nieco nuży.

ps.
Do wymienionej dwójki dobrych numerów dołączam przyjemnie popychający w przód i tył „Until the Sun Needs to Rise”.

 

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s