Beacon -Escapements (Ghostly International, 2016)


beacon-escapements

Pierwsza płyta pozwalała na dobry sen, przy drugiej bujanie w fotelu nigdy nie było tak relaksujące.

Był czerwiec 2013; napadli na mnie uderzając wrażliwością, głębią i smutkiem okładając do tego delikatnymi pyknięciami garage’owych rytmów. Do dziś gdy ich słyszę jestem lekko skołowany. I prawdopodobnie przez „szwedzki syndrom”, drugi album, który premierę miał dziś (5.02.2016), był pierwszym, po który sięgnąłem zaraz po śniadaniu. I nic nie zwróciłem!

Pokonanie siebie, w tym wypadku wychwalanego debiutu jakim była „The Ways We Separate” nie było łatwe, zdawałem sobie z tego sprawę. I nie ułatwiał tego wcześniej wydany singiel „Preserve” czy wsparty klipem „IM U”, ale ocena tego amerykańskiego duetu na podstawie wyrwanych z kontekstu piosenek nie ma sensu, bo grupa nie tworzy połączenia chwytliwych melodii ze skocznym rytmem, tak by zadowolić niezbyt wyszukane gusta zwolenników Disclosure. A ich najbardziej przebojowy numer „Feeleings Gone” (z pierwszej płyty), to przecież kaskada melancholii tańczącej na delikatnie pulsującym rytmie.

Tej charakterystycznej nostalgii nie brakuje na nowym wydawnictwie, jednak w odróżnieniu od poprzedniczki materiał jest nieco bardziej żywy, no może raczej powinienem go określić jako mniej senny, oniryczny. Zakradają się bardziej klubowe rytmy („Better or Worse”, „Preserve”), choć oczywiście ich geneza tkwi nie w prostym house a UK garage przez co utwory nie są w stanie porwać nikogo na parkiet; i dobrze, bo nie po to jest ta muzyka.

Faktycznie, zdecydowanie więcej życia jest na nowym materiale, ale porównując te płyty do pór dnia, to pierwsza idealnie grała wieczorem i w nocy, nowsza zaś pasuje na mokre deszczowe poranki i popołudniowe towarzyskie spotkania, tak by nie rozkręcić, ale i nie wyciszyć, a trzymać na granicy sentymentalnego zadowolenia. Ciągnąc porównania już bardziej muzyczne, piosenki z 2013 były mocniej inspirowane „Walking Wounded” Everything But The Girl, zaś nowszej bliżej do stonowanego i wzmiankowanego już Disclosure, ale bez szczeniackiego hedonizmu. To płyta dla dorosłych, a przynajmniej dla osób ceniących sobie wrażliwość a nie mających ochoty na pompatyczne czy bardziej udziwnione manewry na nutach, na jakie pozwalając sobie niektórzy wykonawcy białego r’n’b czy inspirowanego IDM-emem indie-popu.

Jednak niech nie wydaje się Wam, że to płyta łatwiejsza. Przede wszystkim jest bardziej zróżnicowana muzycznie. To już nie tylko piękna acz jednostajna mikstura leniwego downtempo z trip-hopem, a niezwykle odziana umiejętność spajania delikatnych rytmów z 2-stepową nabitką i doprowadzających do wzruszeń popowych melodii pozbawionych emanowania prostym i tandetnych językiem pop-kulturowych emocji. Muzycy sięgając do różnych elektronicznych wzorców muzyki około-klubowej (a nawet kraut-rockowych jak w „Running Out”)  stworzyli nalewkę z pigwy w pastelowo-złotych barwach, którą nie każdy musi polubić od razu, ale na pewno można do niej z czasem dojrzeć.

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s