Bilans 2015: Albumy Top20 – piękno zmieszane z błotem


2015albumstop20frontpage

Oto moja prywatna armia – najbardziej parszywa dwudziestka, którą wybrałem spośród setek albumów wydanych w 2015 roku. Nie ma możliwości poznania wszystkiego nawet z określonej stylistyki, bo muzyki na świecie jest zbyt dużo, ale czy ktoś narzeka, że jest zbyt obszerny wybór batoników?

Czytaj dalej

Reklamy

NYVES – Anxiety (Spartan, 2015)


nyves-anxietyAle im się musiały znudzić gitary, że sięgnęli po elektronikę.

Duo NYVES jest niezwykłe – ich syntetyczny pop nie cuchnie germańskim butem, album powstał dzięki kampanii na Kickstarterze, a stworzyli go dwaj muzycy z mocno rockowym rodowodem.

Czytaj dalej

Dead When I Found Her – „All The Way Down (Atroffact, 2015)


dwifh-allwaydowncoverTam w Portland muszą mieszkać sami smutni ludzie.

W życiu wiele jest niepewnych chwil, ale gdy ukazuje się nowe wydawnictwo pod tak zachwycającą nazwą jak Dead When I Found Her, można być pewnym, że będzie to moment chwały. Wiadomo jednak, że w życiu nic nie jest pewne.

Czytaj dalej

Kevorkian Death Cycle – I Am God (Negative Gain, 2015)


kdc_iamgodCoś mi tu wygląda na sequel, ale cholernie dobry!

Odnowione Muppety śpiewały „zróbmy sequel” na wstępie drugiej nowej kinówki. Zaśpiewały a film im się udał. Chłopacy z Los Angeles (właściwie to już stare byki) także poszli za ciosem i po reaktywacyjnym albumie z 2013 roku „God I Am” wydali kontynuację (w pewnym sensie).
Czytaj dalej

Die Krupps – V: Metal Machine Music (Oblivion, 2015)


diekrupps-v_mmmUwaga! Opuszczacie strefę bezpieczeństwa na własną odpowiedzialność.

Zupełnie nie wierzyłem w tę płytę, dźwiękowe zapowiedzi jakie pojawiały się przed albumem nie napędzały we mnie spirali oczekiwania. A gdy pierwszy raz posłuchałem album nie wiedziałem czy to Kruppsi żartują ze słuchaczy czy z siebie…
Po drugim razie wszystko stało się jasne.
Czytaj dalej

Autodafeh ‎- Digital Citizens (Scanner, 2015)


autodafeh_digitalcGroźni jak Wojownicze Żółwie Ninja

Nie umiem słuchać tego szwedzkiego trio bez lekkiego złośliwego uśmieszku. Zarówno ich wizerunek jak i muzyka wprawia mnie w radosny nastrój, mimo że treść i formę prezentują bardzo serio. Co więcej, nie mam problemu z przyznaniem, że mi się (generalnie) podobają, choć fascynacją nie będę epatował jak paw ogonem.
Czytaj dalej

Neuroticfish – A Sign Of Life (Non Ordinary Records, 2015)


neuroticfish_solNie trać czasu na ten album, bo cię wkręci.

Niemiecki duet nie jest jakimś tam debiutantem, bo początki ich fonograficznej działalności sięgają aż do 1998 roku. Mimo to nie mogą pochwalić się bogatą dyskografią – łącznie 4 albumy plus kompilacja. Poniekąd przyczyną tego jest to, że Neuroticfish jest projektem pobocznym Henninga Verlage, który „za dnia” realizuje się w znacznie bardziej znanym industrialno-rockowym Unheilig. Na szczęście co jakiś czas wraz z wokalistą Sascha M. Kleinem znajduje czas by nagrać nowe kompozycje.
Czytaj dalej

The Birthday Massacre – Superstition (Metropolis, 2014)


birthdaymscr_superstTo może wydawać się dziwne, ale w tym krwistym kabarecie jest coś fajnego.

Jakaś tajemnicza cienka linka oddziela takich wykonawców jak Nightwish, Within Temptation czy Evanescence od The Birthday Massacre. Wokalistka na froncie, makijaże muzyków niemal te same, teksty pewnie podobne (nie zagłębiam się), emocjonalna atmosfera, niemal patetyczne refreny i rock w spodniach.
Czytaj dalej

Youth Code – An Overture (Dais, 2014)


youthcodeEnergia, po której poczujesz się jakbyś był opluty… i jeszcze będzie Ci z tym dobrze!

To jest moc i dzikość w sercach! Młodych sercach. Mieszane duo z Los Angeles po debiutanckim krążku z 2013 postanowiło naprawić ten słabo brzmiący materiał, dołożyć 4 kawałki z EP-ki wydanej tuż przed tą kompilacją oraz dwa z pierwszego singla. W sumie 16 numerów porażających energią jak za czasów świetności Atari Teenage Riot tylko w EBM-owo-industrialnym wydaniu.
Czytaj dalej

Project Pitchfork – Blood (Trisol, 2014)


Project Pitchfork to formacja, która zawsze budziła we mnie lekki uśmieszek. Trochę z politowania, trochę ze złośliwości, a chwilami po prostu z pogardy. Od wielu lat ich słucham, ale jakoś do dziś nie potrafię traktować poważnie. Zeszłoroczny album zupełnie został przeze mnie już zapomniany a tu tymczasem chłopaki próbują mnie nastraszyć kropelkami krwi na białej róży.
No dobra, skoro bawimy się w straszenie to posłucham… i leci… o jak rytmicznie! Niemal future-popowo… ale ja wcale nie tęsknię za ich EBM-em. Jednak przychodzi czas gdy pojawia się wokal Petera Spillesa i znów mi wraca uśmieszek i drobne uczucie zażenowania. Ale by było jasne PP jest i tak o wiele lepsze niż inny projekt Petera, młodszy choć dobrze sobie radzący – Santa Hates You.
Czytaj dalej