The New Division – Gemini (Division 87, 2015)


newdivision-geminiBliźniaki? Bo jest łudząco podobna do jedynki?

Mam wrażenie, że John Kunkel pracuje zbyt szybko. Gdy lubię danego wykonawcę, to wcale nie chcę by rok w rok wydawał album, bo mam wrażenie, że muzyka powstaje taśmowo, seryjnie, choćby nawet z najlepszej manufaktury.
Czytaj dalej

[TESTER] Northern Lite – TEN (Una Music, 2015)


northern_lite_tenSmędzenie w dyskotece z niemieckim akcentem.

Niespecjalnie mam ochotę rozwodzić się nad nowym krążkiem Niemców, którzy udają amerykanów. Nowo-falowy synth-pop, który nie wnosi nic nowego, niespecjalnie też różni się od poprzednich płyt wydawanych dość uparcie niemal rok w rok.
Granie dla siebie, śpiewanie pod nosem i lekko klubowe stukanie.
Taka płyta na raz, do sprawdzenia, na luźno, bez spinania.
Czytaj dalej

White Hex – Gold Nights (Felte, It Records, 2014)


whitehex_gn
Zachwycałem się Man Without Country i co? Bez odzewu… skoro tak, to ten duet nie jest dla was.

Australia – kontynent udeptany przez kangury i myszoskoczki, a co jakiś czas pomyka między pubami jakaś lokalna kapela. Ile to już razy chwaliłem RuFuS, Strange Talk czy bardziej rockowy The Jezabels. To teraz pochwalę White Hex, mieszaną parę o nieznanych mi preferencjach seksualnych, ale o znanych upodobaniach muzycznych sięgających nowej fali… t.z. tej starej nowej fali z lat 80 i nowoczesnej, choć staroświecko-brzmiącej elektroniki.
Czytaj dalej

The Drums – Encyclopedia (Minor, 2014)


thedrums_encyklopediaPost-punkowe ochłapy potrafią być smaczne.

Nie jestem w stanie sklasyfikować siebie jako fana The Drums, ale skoro słuchałem ich dwóch poprzednich krążków, spróbowałem tego trzeciego, po rozłamie. I po otwierającym paranoidalnym „Magic Mountain” miałem nadzieje na lekko szalone kompozycje. Ale kolejne nie były już tak frapujące, choć mimo momentami słodkich refrenów miały w sobie coś z nowo-falowej nonszalancji.
 
Zostawiam Wam dalszą przyjemność lub i nie obcowania z tymi kawałkami, bo mi trzy razy wystarczy, choć poza wspomnianym numerem najcieplej wspominam „Deep in my Heart”, który ma coś z magii i prostoty pierwszych nagrań The Cure.

 

http://wimp.pl/album/32870252
http://www.deezer.com/album/8186420
https://itunes.apple.com/us/album/encyclopedia/id901754252
http://www.discogs.com/Drums-Encyclopedia/master/736718

Ministry ‎– Twelve Inch Singles (1981-1984) Expanded Edition


Ministerstwo zniszczenia, sonicznej dewastacji i niepokoju wydało oświadczenie! Spokojnie, nie każdy lew ryczy… szczególnie za kociaka. Jak sugeruje nazwa to zbiór kawałków z pierwszego okresu działalności wielkiego Ala, który doczekał się wznowienia, poprawienia brzmienia i rozszerzenia.
Same plusy!
Czytaj dalej

Mr. Kitty – Time (Juggernaut Music Group, 2014)


A to mi się trafiło disco z punkową olewką! Disco to może dokładnie to-to nie jest, ale pomieszanie synth-popu z new wave. A jak sam określa swoją muzykę Forrest Avery Carney – samo-destrukcyjny synth-pop. Tak, bo jest w tej muzyce zabawa, energia ale i dekadencja. Kapitalna mieszanka na pobudkę i… poprawę humoru.

Mnie tam zamiast dołować to raduje i to na maksa.
Czytaj dalej

Cold Cave – Full Moon Cold (Heartworm Press, 2014)


Czekałem, czekałem i się doczekałem… a przy okazji rozczarowałem. I to podwójnie. Nowa płyta Wesa Eisolda nie jest w istocie zupełnie nową płytą a kompilacją chronologicznie poukładanych kawałków z kilku wydawanych EP-ek między 2012 a 2014, ponadto same utwory są utrzymane w stylistyce jakie CC proponował na dwóch pierwszych płytach (debiutanckim krążku i kompilacji wczesnych nagrań „Cremations”). A do tego brzmią jakby były demówkami (ale to już kwestia tak wykoncypowanej artystycznej samorealizacji).
Czytaj dalej