Bilans 2015: Albumy Top20 – piękno zmieszane z błotem


2015albumstop20frontpage

Oto moja prywatna armia – najbardziej parszywa dwudziestka, którą wybrałem spośród setek albumów wydanych w 2015 roku. Nie ma możliwości poznania wszystkiego nawet z określonej stylistyki, bo muzyki na świecie jest zbyt dużo, ale czy ktoś narzeka, że jest zbyt obszerny wybór batoników?

Czytaj dalej

N.A.S.A. – Stolen Moments (Iboga Digital, 2015)


nasa-stolen_momentsWszystko kiedyś się znudzi, ale od czego są restarty!

Drugi album duńskiego producenta grywającego z powodzeniem od kilku dobrych lat jako N.A.S.A. (to nie ten „hip-hopowy” projekt) nie był prze zemnie wyczekiwany. Stąd niespecjalnie śledziłem co dzieje się na jego podwórku, tym bardziej, że co jakiś czas trafiały we mnie zwykłe psy-progresywne klepaki. Ale tak z niezaspokojonej ciekawości poskipowałem płytę by sprawdzić jak szybko „trafi do kosza”. I tu zaskoczenie. Podwórko uporządkowane, przewietrzone i jakby całkiem nowe.
Czytaj dalej

OTT – Fairchildren (Ottsonic, 2015)


ott-fairchildrenSłuchanie tej płyty jest jak czekanie na Godota. Na szczęście są inne czasy.

Dlaczego taki wstęp (zajawka, hedaline, jak tam kto woli)? Bo teraz czekanie nie jest problemem, nawet jeśli autobus się spóźnia. Bierze się telefon (sprawdza msgi, społecznościówkę, pocztę lub pyka w gierkę) albo książkę (w wersji z drzewa lub e-) i czas jakoś leci.
Czytaj dalej

Kick Bong – The Lost Valley (Cosmicleaf, 2015)


kickbong_lostvalleyTrening czyni mistrza. Podobno.

Kick Bong to jeden z tych artystów, którzy nie zyskali mego bezgranicznego uwielbienia, mimo że regularnie śledzę poczynania francuskiego producenta downtempo i psychill. Choć jego płyt i EP-ek słucham z przyjemnością, są to zazwyczaj spotkania krótkoterminowe, chwilowe, skutkujące szybkimi rozstaniami.
Czytaj dalej

Ozric Tentacles ‎– Technicians Of The Sacred (Snapper IRP Ltd, 2015)


OzricTentacles_echniciansOfTheSacredOzric Tentacles to zespół, który wciąż gra jedną płytę, ale za każdym razie cholernie dobrze im to wychodzi!

Na 11 maja był zapowiedziany już 21 album tej legendarnej formacji (info ze strony artystów, bo kto by to zliczył dokładniej), łączącej psychodeliczny rock z jego progresywno-kosmiczną odmianą, a także z ethno, dubem i transem. Do tego to album podwójny trwający 90 minut, a taka przyjemność jak pamiętam nie zdarzyła w przypadku katalogowych płyt studyjnych.
Czytaj dalej

Zero Cult – Inside Out (Cosmicleaf, 2015)


zerocult_insideout„Muzyka nie ma narodowości, ale ta z Izraela wydaje się jakaś lepsza.”

Gdy panowały czasy ‚tribal house’ uwielbiałem ten z Półwyspu Iberyjskiego, gdy przeminęła tamta epoka i nadszedł progressive co raz częściej zasłuchiwałem się w izraelskich producentów, aż do neotrance i psy-techno. Stąd zapewne ma słabość do całkiem nie klubowego, a skłaniającego się ku downtempo i chilloutowi jednoosobowego projektu Zero Cult.
Czytaj dalej

Desert Dwellers – The Great Mystery (Black Swan Sound, 2015)


desertdwellers_greatmysteryIle płyt trzeba nagrać „na próbę”, by wydać debiut?”
To pytanie w dużym stopniu określa formację jaką jest duo tworzone przez DJ Treavora Moontribe i Amani, którzy od lat 90 związani są z kolektywem Moontribe i ze ślimaczą sceną psychodeliczną, prezentując muzykę medytacyjną i chillout w wielu miejscach świata. Jak do tej pory poza DJ-ką i live-actami realizowali się na płytach będącymi oprawami pod medytację i yogę (co nie znaczy, że nie nadawały się do słuchania dla przyjemności), wydawali także EP-ki oraz całkiem fajne albumy z rmaxi ich dźwiękowych pomysłów.
Czytaj dalej

Chronos – Technologia (Mystic Sound, 2015)


chronos_technologiaGdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo że o pieniądze… ale nie tym razem. Album jest za free!

Mimo dużej sympatii dla rosyjskiego muzyka (tak, muzykom odpuszczam) mam nieco zaległości w słuchaniu jego ostatnich albumów wydanych po duecie Venus vs. Mars. Przystopował mnie nieco nazbyt ambientowy „Helios”, ale spróbowałem oczywiście nowego tytułu, tak z ciekawości… a nuż…
Czytaj dalej

Lab’s Cloud – Imminent Awakening (Altar, 2014)


Chwile spędzone z tym albumem będą niezapomniane. Ład, harmonia, zen – nic dziwnego, że album hiszpańskiego muzyka ukazuje się w kanadyjskim Altar, gdyż idealnie wpasowuje się w stylistykę tej wytwórni, a jednocześnie jest czymś więcej niż kolejnym downtempowo-psychillowym albumem.

Nie wiem czy to specyfika regionu, klimatu czy wrażliwości, ale jest jakaś wyczuwalna granica smaku pomiędzy greckimi produkcjami a tymi z Hiszpanii (abstrahując od tego, że kiedyś uwielbiałem tzw iberican house). Greckie są bardziej słodkie, ale szybko się nudzą; hiszpańskie o smaku delikatniejszym ale z nutą, która ujawnia się po pewnym czasie, a za kolejnym razem co raz bardziej do siebie przekonują.
Czytaj dalej

GMO vs. Dense – Equation (Altar, 2014)


Dobrych spowalniaczy nigdy za wiele, a szczególnie jeśli wkręcają się transowo. Trzeci wspólny album GMO (czyli Olaf Gretzmacher, którego lubię za progresywnie stechnicyzowany Minoru) z mniej „zasłużonym” Christianem Schoepsem (którego solówka z 2013 czeka jeszcze nieprzesłuchana) specjalnie nie zaskakuje, ale jest bardzo uroczym wypełnieniem pustki w szufladce z downtempowym transem. Po rozczarowującej płycie In R Voice z początku tego roku, ta jest udaną propozycją na palące lato.
Czytaj dalej